Uważaj na dochody dziecka. Możesz na tym stracić!

Uważaj na dochody dziecka! Możesz na tym stracić.

by

Nieubłaganie zbliża się lato, a więc i okres, kiedy nasze starsze pociechy będą chciały dorobić sobie kilka groszy na własne wydatki. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że tym samym możesz stracić prawo do pewnych ulg i zasiłków.

Ulga prorodzinna

W przypadku nieletnich dzieci ich dochód nie ma znaczenia w przypadku otrzymania ulgi prorodzinnej. Dla przypomnienia – jest to świadczenie, o które wnioskuje się składając PIT-a i wynosi maksymalnie 1112,04 zł na pierwsze i drugie dziecko, trochę więcej na kolejne. Odliczenie to można stosować nawet przy dzieciach do momentu ukończenia 25. roku życia i pod warunkiem kontynuowania przez nie nauki. Bardzo rzadko zdarza się jednak, że student nie chce zarobić kilku groszy, szczególnie w okresie wakacyjnym, by dorobić sobie kilka groszy. I tutaj pojawia się problem. Żeby móc korzystać z ulgi prorodzinnej, pełnoletnie dziecko nie może przekroczyć rocznych dochodów w wysokości 3089 złotych, co ogólnie jest dość śmieszną kwotą. Możemy tylko liczyć na to, że przy podniesieniu kwoty wolnej od podatku tutaj również dokona się zmian. Chęć całorocznej pracy, nawet na pół etatu, niestety wiąże się z całkowitą utratą pieniędzy z ulgi. Jest pewien sposób, który pozwoli zarobić dziecku, a jednocześnie nie tracić tego prawa. Ustawa mówi, że wynagrodzenie w kwocie 200 złotych i niższej nie wlicza się do progu 3089 złotych. Najlepiej jest więc podpisywać kilka umów zleceń – jedna może być większa na kwotę nieprzekraczającą 3089 złotych, a cała reszta jako “drobnica” za kwoty maksymalnie 200 złotych. Takie rozwiązanie jest najlepsze z jednego kluczowego powodu. Umowy, które nazwałam “drobnicą” zostają normalnie opodatkowane 18% i nie posiadają kosztów uzyskania ani kwoty wolnej. Żeby więc opłaciło się stosowanie kilkunastu umów, kwota ulgi musi być większa od zapłaconego podatku. Takie rozwiązanie kalkuluje się więc do momentu uzyskania 6178 złotych z tytułu “drobnicy”. Potem podatek zaczyna przekraczać kwotę ulgi.

Sławetne 500+

Tutaj sytuacja może być dość zawiła, jednakże przy ustalaniu kryterium dochodowego pod uwagę bierze się dochody wszystkie. Wszystkie, wszystkie. Nawet zwrot podatku z PIT-a. Ustawa mówi także o dochodzie rodziny i jasno wyszczególnia, kto do takiej rodziny wchodzi. Są to:

  • małżonkowie,
  • rodzice dzieci,
  • opiekun faktyczny dziecka,
  • pozostające na utrzymaniu dzieci do 25. roku życia,
  • dzieci, które ukończyły 25 lat, ale legitymują się znacznym stopniem niepełnosprawności.

Punkt jeden i dwa nie są tożsame. Co więcej, do ustalania kryterium dochodowego wlicza się dochód dziecka zarówno niepełnoletniego, jak i pełnoletniego. Mogą wystąpić więc dwa rodzaje sytuacji. Pierwszym jest rodzina z jednym niepełnoletnim dzieckiem, które osiąga dochód na tyle duży, żeby utracić prawo do 500+. Wtedy najrozsądniejszym wyjściem jest po prostu kalkulacja. Jeśli dziecko niepełnoletnie jest w stanie zarobić 500 złotych netto i wyżej (słowo netto jest bardzo ważne), to lepiej wyjdzie się na rezygnacji z zasiłku. Gorzej jest, jeśli rodzina posiada na przykład dwoje dzieci: jedno niepełnoletnie, a drugie już po ukończeniu 18. roku życia, ale przed 25. rokiem życia. Szczególnie studenci, którzy niby mieszkają dalej z rodzicami, ale jednak niekoniecznie (akademiki też istnieją!) są problemem. Wystarczy, że zatrudni się na pół etatu wieczorami w barze i po 500+ nie ma śladu. To może być szczególnie dotkliwe, gdyż często dochody studentów nie są w ogóle brane pod uwagę przy prowadzeniu gospodarstwa domowego, ale jednak państwo je liczy. Jeśli pełnoletnie dziecko założyło samo rodzinę, wyjechało, mieszka gdzieś indziej – ok, można je wykluczyć. Ale ilu studentów mieszka pod jednym dachem z rodzicami? A z drugiej strony takie osoby potrzebują znacznie więcej na własne utrzymanie niż 500 złotych – czemu więc zabierać im możliwość dodatkowego zarobku? I to może właśnie boleć.

Zasiłki, nie zasiłki

W przypadku zasiłków sytuacja jest podobna jak przy 500+ (w sumie to też zasiłek 🙂 ) Istnieje pewna pula “dochodów”, które dochodem nie są. Dobra, inaczej. Niektóre wpływy pieniężne na konto nie są uznawane przez państwo za dochód, a tym samym nie są uwzględniane w żadnych kryteriach. Jednym z nich jest właśnie wyżej wymienione 500+. Tymi pieniędzmi nie trzeba się całkowicie przejmować. Jednak jak zawsze problem jest z dochodem dzieci. Mowa tu o świadczeniach rodzinnych z dodatkami lub opiekuńczych. Nawet becikowe ma limit dochodowy. I dochodzimy tym samym do pewnego paradoksu. Samemu pracując za minimalne pieniądze (albo siedząc na bezrobociu) i posiadając pełnoletnie dziecko (jeszcze wychowując samotnie), możemy więcej zyskać, jeśli zabronimy mu pracować. Wystarczy podliczyć:

  • 500 złotych z 500+,
  • 135 złotych zasiłku rodzinnego,
  • 193 złote z tytułu samotnego wychowywania dziecka,
  • 92 złote ulgi prorodzinnej.

A i często MOPS potrafi sypnąć groszem. Jakbym nie wiedziała, że bez problemu 300 złotych miesięcznie dają “najbiedniejszym”, bym nie pisała o tym. Licząc dodatki MOPS-owe wychodzi prawie 1300 złotych i to tylko na jedno dziecko. Całkowicie nieopodatkowanego przychodu. A jak dzieci jest więcej? Faktycznie, nie potrzeba pracować, albo wystarczy marne pół etatu za najniższą i tyle.

Pytanie tylko, jak wychowuje się dzieci, skoro już na początku swojej drogi życiowej widzą, że nie warto iść do pracy, bo straci się “darmowe” pieniądze? Albo co gorsza, jak rodzic lub rodzice zabraniają? Może mimo wszystko warto czasem odpuścić, by wykształcić w swoich latoroślach poczucie odpowiedzialności i chęć do pracy?

Comments

  1. Bardzo przydatny artykuł. Nawet nie wiedziałam że to co dziecko dorobi sobie może wpłynąć na utratę zasiłków. Wydaje mi się, że czasem warto odpuścić zasiłek, by nauczyć dziecko szacunku do pieniędzy

  2. Dobrze i konkretnie napisany wpis. Co prawda nie mam dzieci jeszcze, ale wszystko się zgadza, niestety Polska jest takim krajem, który więcej odbiera niż daje – jeśli chodzi o pieniądze.

    Pozdrawiam 🙂

  3. Czytałam o tym właśnie, gdy moja mama wypełniała PIT. Zestresowałyśmy się, że przekroczyłam magiczną kwotę i na szczęście wyrobiłam się w równo 3 tysiącach, reszta drobnica. Niestety dla studenta faktycznie jest to bardzo mało w ciągu roku.

    1. Niestety. Miejmy nadzieję, że to się wkrótce zmieni, bo co można zrobić za 3 tysiące łącznie w ciągu roku? Efekt jest tylko taki, że coraz mniej młodych ludzi zabiera się za pracę, bo rodzina boi się utraty ulg. A gdzie te czasy, kiedy za młodu szło się sprzątać, roznosić gazety lub ulotki albo postać na barze przez parę godzin w tygodniu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.