Wszystko o pieniądzach Czy gra na giełdzie jest trudna?

Czy gra na giełdzie jest trudna?

by

Maklerzy i inwestorzy giełdowi są postrzegani jako osoby zarabiające wręcz fortunę dziennie. Tylko dlatego, że w odpowiednim czasie potrafią kupić pewne produkty, a w innym je sprzedać. Niektórzy postrzegają ich nawet prawie jak czarnoksiężników. “A skąd on o tym wiedział???” Jest w tym tylko odrobina racji. Tego typu praca wymaga nie tylko szczęścia, ale też dużych zdolności analitycznych i znajomości rynku. Opowiem trochę o grze na giełdzie.

Czym jest gra na giełdzie?

W dużym uproszeniu chodzi o to, żeby kupować pewne papiery wartościowe, kiedy są tanie i sprzedawać je, kiedy są drogie. Ot, cała filozofia. Najczęściej ma się na myśli akcje spółek giełdowych. Transakcje przeprowadza się właśnie za pomocą niejakiej Giełdy Papierów Wartościowych, zwaną w skrócie GPW. Kiedyś trzeba było osobiście jeździć do Warszawy, teraz wyręcza nas w tym Internet. Można grać samemu jako inwestor indywidualny, a można też skorzystać z usług profesjonalnych biur maklerskich. To drugie rozwiązanie jest prostsze, acz bardziej kosztowne. Trzeba być świadomym, że taka firma pobiera za każdym razem prowizję – nawet, jeśli niczego się nie zarobi. Opłata jest pobierana od kwoty transakcji, a nie od zysku. Zacząć można w każdej chwili, jednak to nie przyniesie zarobku.

Analiza techniczna

Jak wspomniałam wyżej zyskowna gra na giełdzie wymaga od inwestora zdolności analitycznych, czyli prościej mówiąc – zdolności przewidzenia z dużym prawdopodobieństwem, czy notowania danych spółek pójdą w górę, czy w dół. Jedną z najczęściej używanych technik jest tzw. analiza techniczna. Brzmi skomplikowanie, ale w założeniu jest bardzo prosta. Chodzi nie mniej, nie więcej niż obserwowanie wykresów notowań i określenie na tej podstawie, jak zachowa się dalej. Założenia są dość proste:

  • rynek kształtuje cenę,
  • ceny poddają się trendom (po spadku będzie wzrost, itp.),
  • historia lubi się powtarzać (jeśli kiedyś na wykresie były dwie górki i dolinka, to teraz może być podobnie).

I oto cała filozofia, acz w praktyce nie jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać. Nie wystarczy rzucić okiem przez 5 sekund na wykres, żeby wiedzieć, czy notowania pójdą w górę, czy w dół. Zyskowne inwestowanie na giełdzie wymaga codziennych, długotrwałych analiz; badania trendów; sprawdzania wykresów. Analiza techniczna jest o wiele prostsza od drugiej używanej techniki.

Analiza fundamentalna

Założeniem analizy fundamentalnej jest, że ceny akcji poszczególnych spółek są ściśle związane z otoczeniem tych przedsiębiorstw. Wpływ na nie mają więc:

  • sytuacja polityczna,
  • sytuacja ekonomiczna i gospodarka,
  • środowisko.

Uważa się, że znając wszystkie informacje o sytuacji przedsiębiorstwa oraz o kraju i świecie, można dokładnie wycenić notowania spółek. Tę metodę uważam za o wiele trudniejszą, gdyż ilość danych do przeanalizowania jest ogromna, a niewiadomych też jest bardzo dużo. Na wykresie przynajmniej wszystko widać od razu. Do najczęstszych wskaźników branych pod uwagę przy analizie fundamentalnej (a to tylko nieliczne z nich) należą:

  • deficyt budżetowy,
  • saldo bilansu płatniczego,
  • zmiany PKB,
  • inflację,
  • stopy procentowe,
  • kursy walut,
  • podaż pieniądza,
  • polityka podatkowa i budżetowa rządu,
  • opłacalność inwestowania,
  • ryzyko inwestowania,
  • sytuacja finansowa przedsiębiorstwa,
  • działania marketingowe,
  • ochrona przed konkurencją,
  • strategia przedsiębiorstwa,
  • i wiele, wiele innych…

Mam nadzieję, że nie odstraszyłam nikogo tą ilością. Analiza fundamentalna jest bardzo trudną techniką, która wymaga niesamowitego wręcz doświadczenia. Na start o wiele lepiej jest zająć się analizą techniczną, która też wcale nie zakazuje korzystania z pewnych elementów drugiej metody. Jeśli jest wiadome, że zostanie nałożony nowy podatek na pewny towar, to z reguły można być pewnym, że będzie to miało skutek na ceny akcji przedsiębiorstwa, które produkuje te towary.

Jak zacząć grać na giełdzie?

Na pewno trzeba być świadomym ryzyka utraty swoich środków. Z drugiej strony, zawsze twierdzę, że nie można być zbyt pazernym. Jeśli wartość notowania osiągnęła tyle, ile chciałeś lub chciałaś – sprzedawaj. Zawsze też ustalaj wartość maksymalnej straty, którą możesz ponieść. Jeśli liczysz się z utratą 20% wartości akcji, niech tak będzie. Sprzedawaj. Nie czekaj, aż może kiedyś cena wzrośnie. Istnieje wiele spółek na giełdzie, których cena akcji wynosiła kilkaset lub kilkadziesiąt złotych, a teraz warte są nawet kilka groszy. I to od lat. W formie dygresji powiem, że na takich spółkach też całkiem nieźle się inwestuje. Kupuje się multum papierów po jeden grosz i czeka, aż nastąpi wahanie do dwóch groszy. Cena nie może bardziej spaść, wiec nic nie stracisz. Wahanie tego typu przyniesie Ci natomiast dwukrotny zysk. Największym problemem może być natomiast znalezienie chętnego na kupno akcji takiej spółki (w takich sytuacjach liczba transakcji często spada do zera – nie masz więc jak sprzedać swoich papierów wartościowych, a cała inwestycja przeradza się w bardzo długoterminową), ale o tym opowiem innym razem. Wiem, że za ten akapit pewnie zabiją mnie wszyscy miłośnicy inwestowania długoterminowego, którym ja nie jestem. Osobiście wolę zarobek tu i teraz – mniejszy, ale regularny.

Tylko dla ryzykantów?

Tyle się naopowiadałam o ryzyku i stratach, że aż dziwne, że ktoś inwestuje na giełdzie. Tego trzeba się po prostu nauczyć. Dobrze jest też mieć nerwy ze stali 🙂 Można spróbować swoich sił całkowicie za darmo i nie ryzykując ani złotówki. Gorąco polecam Grę Giełdową (nie, nie płacą mi za reklamę). To bardzo dobry symulator giełdy, gdzie możesz za wirtualną walutę, którą otrzymasz (100.000 złotych bodajże) inwestować jak chcesz i w co chcesz. Baw się i ucz jednocześnie. Wszystkie panujące warunki są rzeczywiste. Portal korzysta z notowań giełdowych, które są ogólnodostępne. Masz więc do czynienia z rzeczywistą sytuacją rynkową, tylko Twoje pieniądze są wyimaginowane. Wiele można się nauczyć. A może odkryjesz w sobie ukrytego inwestora i w krótkim czasie zarobisz miliony? Bo skąd możesz wiedzieć, że GPW nie jest dla Ciebie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.