Co może doradca bankowy?

Co może doradca bankowy?

by

Niniejszy wpis powstał jako komentarz i odpowiedź do artykułu przeczytanego przeze mnie na portalu parkiet.com, który dostępny jest tutaj, jakby ktoś był zainteresowany. Historia związana z najpopularniejszą ostatnio (niestety w niezbyt dobrym kontekście) spółką Getback, która ogólnie jest dość prosta. Doradca bankowy namówił na produkt finansowy, a ktoś na tym stracił pieniądze. Prawie jak za czasów frankowiczów.

Czy doradca może coś nakazywać?

Czytając wyznania wkurzonych klientów zarówno w przypadku Getbacku, jak i jakiś czas temu frankowiczów, miałam wrażenie czasem, że Ci doradcy bankowi to siedzą ze spluwami pod tymi biurkami, a na monitorze zamiast wykresów to chyba puszczają relację na żywo z porwanymi rodzinami. Doradca, jak sama nazwa wskazuje, doradza – nie zmusza do niczego, a odpowiedzialność za wszystkie działania ponosisz sam lub sama. Co więcej, ten doradca to doradca bankowy, który dostaje prowizję z tego, że sprzeda dany produkt. To tak samo, jakby mieć pretensje do domokrążcy, że wcisnął Ci odkurzacz, który po 5 minutach się zepsuł. Chwała mu, bo to znaczy, że jest świetnym handlowcem. Pomyśl sobie, że ten bank to taki twórca tych odkurzaczy. Zrobi wszystko, byleby tylko kupić produkt. Nie istnieje coś takiego jak “doradca po znajomości”, może być co najwyżej doradca, który doradzał Ci już wcześniej, ale wszędzie tam, gdzie zaczynają się pieniądze (zwłaszcza te duże), kończą się przyjaźnie, znajomości, a czasem nawet i relacje rodzinne. Doradca może produkt zachwalać i wmawiać, że na pewno się na nim zyska, ale niestety są to zawsze tylko mrzonki. Każdy produkt jest obciążony pewnym ryzykiem – mniejszym lub większym, ale każdy.

Obligacje korporacyjne nie mają nic wspólnego z obligacjami państwowymi czy lokatami bankowymi

No dobra, z tym drugim faktycznie nie mają nic wspólnego. Zresztą, czy gdyby obligacje były lokatą, to nie powinny się też tak nazywać? Co do tego pierwszego, to w sumie mechanizm jest taki sam. Obligacje, to inaczej papiery dłużne. Zasada działania jest dość prosta. Podmiot emituje takie papiery, które w efekcie można rozumieć jako dług i sprzedaje je inwestorom. Czyli w skrócie inwestorzy stają się wierzycielami tego podmiotu, a on sam dostaje pieniądze na dalszy rozwój. Poza wykupem obligacji z powrotem przez podmiot w ustalonym terminie inwestor ma prawo także do odsetek, co jest w miarę logiczne. I wszystko było całkiem ok, ale warto przeanalizować tę sytuację na chłopski rozum.

Firma się zadłuża i ma wierzyciela. Ile razy słyszałeś lub słyszałaś o tym, że firma po zaciągnięciu długów plajtuje, komornik jest bezradny, ludzie są bez wypłaty, a wierzyciel dostał figę z makiem? Teraz podstaw siebie pod wierzyciela, a Getback pod firmę i otrzymasz mniej więcej to samo, choć ten jeszcze nie splajtował, acz jest baaardzo blisko.

I teraz zasadnicze pytanie – gdzie w tym mechanizmie jest jakakolwiek pewność, że można na tym zarobić? Nie ma żadnej. Ba, jest większe ryzyko, że się straci. Wszystko jest dobrze, o ile firma dobrze prosperuje. Gorzej, jeśli koło fortuny potoczyło się inaczej. W tym przypadku założono, że Getback będzie bardzo dobrze prosperował, czyli innymi słowy… powróżono sobie z fusów. Podobna sytuacja miała miejsce z frankami. Wywróżono, że będzie stabilny przez kolejne dziesięciolecia. A wcześniej był Amber Gold. Nie polecam chodzić do takich wróżek.

Czyj to błąd?

Gdzie popełniono błąd? Nie nazwałabym tego nawet błędem. To była inwestycja, a każda obarczona jest pewnym ryzykiem. Tutaj to ryzyko było o wiele większe, niż się spodziewano. Domokrążca sprzedał swoje, więc on jest zadowolony. A to, że klient nie spojrzał, co kupuje? Ryzyko i tyle. Nie można mieć w żadnym wypadku pretensji do doradców bankowych, a jedynie do siebie samych. Jestem bardzo ciekawa, ile osób, które zdecydowało się na kupno tego produktu finansowego, wiedziało w chwili podpisywania umowy, czym w ogóle są obligacje. To nie jest wiedza tajemna, a jej podstawy wcale nie są trudne. Jeśli masz pieniądze i chcesz inwestować – dowiedz się najpierw sam lub sama o produkcie, który kupujesz. Nikt inny wiedzy Ci łyżką do głowy nie włoży.

Kolejna sprawa to umowa – czy widniało na niej “gwarantowany zysk” ? Ile osób przeczytało tę stertę papierów przed podpisem? A najbardziej dołujące było chyba stwierdzenie, że inwestor dowiedział się o nieprawidłowościach w momencie, gdy nie dostał przelewu z odsetkami. Serio? Inwestujesz w jakieś przedsiębiorstwo i nawet nie sprawdzisz raz na tydzień, jak stoją jego notowania? A Getback systematycznie spada od pół roku, acz dopiero niedawno dobił całkowitego dna.

Po goryczy trochę osłody

Jeśli jesteś osobą, która dała się zrobić Getbackowi na szaro, to wiedz, że w moich intencjach nie jest wylewanie na Ciebie pomyj. Uważam, żę czasem warto także usłyszeć kilka gorzkich słów prawdy zamiast tylko głaskach po główce i pocieszać. Każdy uczy się na własnych błędach, choć mogą być one bardzo kosztowne. Mam tylko nadzieję, że skupisz się na poszerzaniu swojej wiedzy, jeśli chcesz inwestować dalej w cokolwiek innego niż obligacje państwowe i lokaty bankowe. Głowa do góry i trzymam za Ciebie kciuki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.